Dzisiaj wyszłam z domu z własnej woli, co ostatnio nieczęsto mi się zdarza. Wyszłam by spotkać się z moim karłowatym ziemniakiem, czyli Martą. Odwiedziłyśmy chyba wszystkie sklepy w Wieluniu i ja oczywiście musiałam kupić sobie jakieś kosmetyki, jak to ja. Bardzo fajnie było się oderwać od ciągłego siedzenia w domu i miałam w końcu powód by się pomalować co poprawiło mi humor, bo kiedy lepiej wyglądam to i moja dusza czuje się lepiej...
Kiedy tak razem wariowałyśmy w Biedronce, kiedy rzuciłam czapkę Ziemniaka na drzewo, kiedy Ziemniak bił mnie tą czapką, zauważyłam, że najwięcej radości i śmiechu sprawiają mi takie małe rzeczy. A więc cieszmy się z małych rzeczy, jak śpiewała Sylwia Grzeszczak!!! Bo z czegoś w końcu trzeba czerpać radość.
środa, 11 lutego 2015
Małe rzeczy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz